- Trail:
- Singletrack Pod Honem (Cisna)
- Status:
- Minor Issue / Yellow
-
Issue status:
- Condition:
- Wet - wet & tacky, likelihood of mud, be kind to trails
- Reporter Primary Activity:
- Mountain Bike
Description:
Rzuć wszystko i jedź w Bieszczady.
Rower po 7 tygodniach naprawiony, więc nie mogło być inaczej, tylko trzeba wsiąść i pojeździć. Tym razem padło na nowo powstały singletrack w Cisnej.
Singletrack pod Honem to nowo powstała ścieżka rowerowa, która na początkowej części pnie się w stronę szczytu góry Hon.
Całość zaczyna się kończy w pobliżu ośrodka Wołosań w Cisnej. Można podjechać samochodem jeszcze 300 metrów do leśnego parkingu.
Na początek pojawia się minus – brak oznaczenia początku trasy. Ale po krótkiej chwili udało się wjazd zlokalizować.
Początek trasy bardzo obiecujący. Delikatnie pnie się w górę, zachęcając do jazdy. Kilka delikatnych zakrętów i nagle pojawia się pierwszy problem. Najpierw ostry zjazd zakończony przejazdem przez potoczek (tych potoczków na trasie jest kilka) i ostro w górę. Jeśli ktoś nie ma mocnej nogi (lub nie jedzie na elektryku) to może mieć problem z podjazdem. Ja oczywiście przejeżdżając przez ten potoczek wylądowałem w wodzie.
Potem trasa ponownie się trochę wypłaszcza, pojawiają się super zrobione bandy na zakrętach (które nawet rozpędzają).
Niestety po kilku chwilach przyjemnej jazdy, zaczyna się kilkukilometrowy podjazd, a raczej w moim przypadku wypych.
Po pokonaniu w ten sposób ok. 5 kilometrów docieram do najwyższego punktu na trasie, a to oznacza, że zaczyna się ta przyjemniejsza część trasy. Od samego początku ostro w dół, ciasne zakręty, lekkie Podjazdy, które da się pokonać wykorzystując prędkość ze zjazdu. Po ok. 2 kilometrach pojawiają się sztuczne przeszkody – dwa stoliki, jeden drop i rolery.
Pierwszy stolik pojawia się trochę znienacka. Najpierw jest ostry zjazd (prawie ścianka), następnie mamy ostry podjazd zakończony zakrętem, za który pojawia się stolik. Po śladach widać, że dużo osób go omija. I nie dziwi mnie to wcale. Stolik ma wysokość ok. 1 metra i aby na niego wskoczyć potrzebna jest odpowiednia prędkość, której niestety ciężko nabrać na poprzedzającym go podjeździe.
Drugi stolik, już trochę lepiej zrobiony ale jednak też ciężko o odpowiednią prędkość.
Za chwilę pojawi się drop. Widać go z daleka więc można się przygotować. Wysoki na ok. pół metra więc można trochę polecieć.
Rolery – to samo co z pierwszy stolikiem. Pojawiają się tuż za podjazdem, więc pozostaje tylko je objechać bokiem.
Potem już tylko w dół przez kilka strumyczków, kilka świetnych band, aż dojeżdżamy do początku trasy.
Niestety, w tym miejscu nie ma żadnej infrastruktury dla rowerzystów. Pozostaje jedynie zjechanie do centrum Cisnej.
Małe podsumowanie:
Plusy: w końcu jakiś zorganizowany długi singiel w Bieszczadach świetnie wykonane bandy, widok na szczycie trasy
Minusy: przejazdy przez strumyki – śliskie kamienie i ostre podjazdy zaraz za strumieniem, spora część miejsc, w który ścieżkę przecinają trasy zwózki drewna, kiepsko umiejscowione przeszkody, brak oznaczenia wjazdu na trasę, jeśli ktoś spodziewa się pięknych widoków na Bieszczady to będzie bardzo zawiedziony.
Dla kogo ta trasa – zgodnie z informacją, trasa jest dla osób średnio-zaawansowanych, raczej nie nadaje się na niedzielne rodzinne rowerowe spacery. Rower najlepiej full, aczkolwiek na sztywniaku też się da pojeździć.
Czy wrócę w to miejsce – chyba tylko przy okazji. Ogólnie oceniam to miejsce na 3 z plusem. Dużo rzeczy do poprawy, ale miejsce z potencjałem.
https://www.facebook.com/introwertyknarowerze
Rower po 7 tygodniach naprawiony, więc nie mogło być inaczej, tylko trzeba wsiąść i pojeździć. Tym razem padło na nowo powstały singletrack w Cisnej.
Singletrack pod Honem to nowo powstała ścieżka rowerowa, która na początkowej części pnie się w stronę szczytu góry Hon.
Całość zaczyna się kończy w pobliżu ośrodka Wołosań w Cisnej. Można podjechać samochodem jeszcze 300 metrów do leśnego parkingu.
Na początek pojawia się minus – brak oznaczenia początku trasy. Ale po krótkiej chwili udało się wjazd zlokalizować.
Początek trasy bardzo obiecujący. Delikatnie pnie się w górę, zachęcając do jazdy. Kilka delikatnych zakrętów i nagle pojawia się pierwszy problem. Najpierw ostry zjazd zakończony przejazdem przez potoczek (tych potoczków na trasie jest kilka) i ostro w górę. Jeśli ktoś nie ma mocnej nogi (lub nie jedzie na elektryku) to może mieć problem z podjazdem. Ja oczywiście przejeżdżając przez ten potoczek wylądowałem w wodzie.
Potem trasa ponownie się trochę wypłaszcza, pojawiają się super zrobione bandy na zakrętach (które nawet rozpędzają).
Niestety po kilku chwilach przyjemnej jazdy, zaczyna się kilkukilometrowy podjazd, a raczej w moim przypadku wypych.
Po pokonaniu w ten sposób ok. 5 kilometrów docieram do najwyższego punktu na trasie, a to oznacza, że zaczyna się ta przyjemniejsza część trasy. Od samego początku ostro w dół, ciasne zakręty, lekkie Podjazdy, które da się pokonać wykorzystując prędkość ze zjazdu. Po ok. 2 kilometrach pojawiają się sztuczne przeszkody – dwa stoliki, jeden drop i rolery.
Pierwszy stolik pojawia się trochę znienacka. Najpierw jest ostry zjazd (prawie ścianka), następnie mamy ostry podjazd zakończony zakrętem, za który pojawia się stolik. Po śladach widać, że dużo osób go omija. I nie dziwi mnie to wcale. Stolik ma wysokość ok. 1 metra i aby na niego wskoczyć potrzebna jest odpowiednia prędkość, której niestety ciężko nabrać na poprzedzającym go podjeździe.
Drugi stolik, już trochę lepiej zrobiony ale jednak też ciężko o odpowiednią prędkość.
Za chwilę pojawi się drop. Widać go z daleka więc można się przygotować. Wysoki na ok. pół metra więc można trochę polecieć.
Rolery – to samo co z pierwszy stolikiem. Pojawiają się tuż za podjazdem, więc pozostaje tylko je objechać bokiem.
Potem już tylko w dół przez kilka strumyczków, kilka świetnych band, aż dojeżdżamy do początku trasy.
Niestety, w tym miejscu nie ma żadnej infrastruktury dla rowerzystów. Pozostaje jedynie zjechanie do centrum Cisnej.
Małe podsumowanie:
Plusy: w końcu jakiś zorganizowany długi singiel w Bieszczadach świetnie wykonane bandy, widok na szczycie trasy
Minusy: przejazdy przez strumyki – śliskie kamienie i ostre podjazdy zaraz za strumieniem, spora część miejsc, w który ścieżkę przecinają trasy zwózki drewna, kiepsko umiejscowione przeszkody, brak oznaczenia wjazdu na trasę, jeśli ktoś spodziewa się pięknych widoków na Bieszczady to będzie bardzo zawiedziony.
Dla kogo ta trasa – zgodnie z informacją, trasa jest dla osób średnio-zaawansowanych, raczej nie nadaje się na niedzielne rodzinne rowerowe spacery. Rower najlepiej full, aczkolwiek na sztywniaku też się da pojeździć.
Czy wrócę w to miejsce – chyba tylko przy okazji. Ogólnie oceniam to miejsce na 3 z plusem. Dużo rzeczy do poprawy, ale miejsce z potencjałem.
https://www.facebook.com/introwertyknarowerze